
Maciej Sieńczyk, Wrzątkun
(Lampa i Iskra Boża, Warszawa, 2009)
my rating: 73%
Przerzucam parę kartek. „Co za bełt…” myślę sobie. Obrazki są obleśne, „malarze holenderscy malowali ludzi starych i pokurczonych” się nasuwa. Postacie pokraczne, nieproporcjonalne, powyginane. Odruch wymiotny po prostu. OK, spróbujmy to wziąć na zimno – kolejne postmodernistyczne pierdoły, które nikogo nie obchodzą, a poprawiają humor autorowi. Że w sensie „jestem wyluzowany, a jak nie kumasz, tzn., że jesteś zbyt tępy.”. Choćby takie obrazki Maciejowskiego z Przekroju. Nie chcę wiedzieć, jaki kurs musiałbym skończyć, żeby pokumać te perełki. Ale mniejsza z tym.
Maciej Sieńczyk. Gość maluje ilustracje do książek Doroty Masłowskiej, kolekcjonuje protezy itp. Pierwszy raz zetknąłem się z jego twórczością na łamach Lampy. Jedyne, co zapamiętałem, to że starałem się wyrzucić z pamięci ślad o tych komiksach. Pewnego leniwego dnia trafiła w moje ręce nowo wydana książka pt. Wrzątkun. Jako, że stałem na kasie, nie miałem wiele do roboty, ruch na sklepie był mizerny, ale też nie miałem ochoty na wertowanie Naszego Dziennika, Tylko Polski, Naszej Polski, Myśli Polskiej, Gazety Polskiej ani Niezależnej Gazety Polskiej, lecz raczej na coś lekkiego, nie wymagającego od czytelnika większego zaangażowania, toteż sięgnąłem z ciekawości po album Sieńczyka. I stał się cud! Iluminacja! Zatraciłem się bezpowrotnie w lekturze. To co, mnie na początku odpychało, odrzucało i psuło samopoczucie, teraz sprawiało perwersyjną przyjemność. To było trochę jak to, gdy małe dziecko z zaciekawieniem bawi się błocie, podziwiając wzorki wychodzące spod jego palców, nie bacząc na to, że jest całe ufajdane. Co gorsza, wraz z postępem w czytaniu następował zanik odruchu wymiotnego. Skąd to? Ano kluczem są historie. Zazwyczaj tak kuriozalne, że chwilami zaczynam się zastanawiać „Jaką kawę on pił?”. Jak choćby tytułowa historia o Wrzątkunie – człowieku, któy by żyć, musi non-stop przebywać we wrzącej wodzie. Albo o kobiecie o oszpeconym obliczu, której to mąż wygolił na potylicy włosy i namalował ładną twarz i teraz chodzi tyłem do przodu. Albo o terroryście, który odstępuje od porwania samolotu po tym, jak znajduje w jamie ustnej jednego z pasażerów resztki jedzenia uformowane w figurkę chłopca składającego się w geście prośby (!). Z czasem zacząłem dostrzegać niesamowity klimat tych opowieści. Z jedenj strony za sprawą dziwacznych rysunków inspirowanych ilustracjami BHP z lat 50. itp., z drugiej strony zaś dzięki kapitalnej narracji ujawniającej daleko posuniętą naiwność postaci i ich nieprzystosowanie do współczesności, a jednocześnie pewne zimne wyrachowanie i małostkowość. Z trzeciej z kolei strony znać w tym wszystkim dużą dozę ironii (Cudna Nieznajoma, która objawiła się dziewczynce i przepowiedziała, że w 1984 roku w Polsce rządy obejmie czarnoskóry, a w 1989 Polska zaatakuje Rosję i Niemcy, i już nigdy nie zabraknie pszenicy i chleba). Jest w tych historyjkach atmosfera minionej nomenklatury obyczajowej, zahaczająca o niemal nostalgię. Trochę surrealizm, purnonsens. W każdym razie polecam szczerze!



